Matematyka w związku, czyli 3 najgorsze miłosno-finansowe pułapki

Matematyka w związku, czyli 3 najgorsze miłosno-finansowe pułapki

Jesteśmy wykształcone, zaradne, nowoczesne, jednak jeśli chodzi o pieniądze, to często pozostają one w naszej świadomości tematem tabu. Szczególnie wstydzimy się rozmawiać o nich z naszym partnerem, z obawy, że drążenie kwestii finansowych zabije romantyzm, a my zostaniemy posądzone o materializm. Niestety niedomówienia na tym polu często prowadzą do frustracji i niezdrowych zależności, w które wpędzamy się niejako na własne życzenie.

Kilka razy, w swoim bliższym i dalszym otoczeniu zetknęłam się z paroma toksycznymi schematami z obszaru miłość-finanse realizowanymi przez różne pary. Nie lubię się wtrącać ani oceniać innych, ale postanowiłam przytoczyć Wam kilka patowych według mnie historii, które niestety nie należą wcale do rzadkich. Jeśli odnajdujesz się w którymś z tych scenariuszy, to sygnał, że jak najszybciej powinnaś zacząć rozmawiać ze swoim partnerem o Waszej sytuacji!

1. Wyrachowani

Ona – świeżo upieczona pielęgniarka, on – kilka lat starszy, manager w dużej korporacji.

Szybko zamieszkali razem, w jego nowiutkim mieszkaniu w prestiżowej dzielnicy. Ona, ambitna i honorowa, nie chcąc być posądzona o miłość do jego portfela, zaproponowała, że owszem, wprowadzi się do niego, ale będzie mu płacić, jak za wynajem. Oprócz tego, nie zważając na znaczną dysproporcję w zarobkach, ustalili, że wszystkie koszty będą dzielić na pół. Zakupy spożywcze, paliwo, rachunki, wszystko zapisują w specjalnej tabelce w Excelu i skrupulatnie rozliczają.

Niestety ona szybko zorientowała się, że styl życia jej partnera jest bardzo kosztowny – restauracje, imprezy, egzotyczne wakacje, to wszystko sporo kosztuje. Mimo, że ciągle bierze w szpitalu kolejne nadgodziny, to i tak nie zawsze jest w stanie sprostać niektórym wydatkom, więc często zawstydzona musi prosić o pomoc rodziców. Ich układ coraz częściej zaczyna ją uwierać, jednak duma nie pozwala jej na zasygnalizowanie problemu.

2. Piotruś Pan i Zosia Samosia

Ona – kobieta po 30-ce, prawniczka w znanej kancelarii, on – gitarzysta, artystyczna dusza, romantyk.

Kiedy się poznali, najbardziej urzekła ją jego czułość, wrażliwość i spontaniczność. Na początku ich wspólnego życia nie przeszkadzało jej, że on nie ma stałych dochodów i dorabia nielicznymi zleceniami. Wspierała go w jego pasji i bez wymówek regulowała wszystkie rachunki.

Kiedy jednak pojawiło się dziecko, sytuacja zaczęła ją przerastać i zapragnęła stabilności. Zdała sobie sprawę, że jest już zmęczona utrzymywaniem ich rodziny i ma dosyć jego nieodpowiedzialności. Zaczęła nalegać, aby znalazł stałą pracę, niestety jak na razie jedyne propozycje, które mu wpadają to dorywcze zlecenia. Coraz częściej zastanawia się, czy wierzyć w kolejne fantastyczne projekty ukochanego, które „ruszą za chwilę”, czy przestać się oszukiwać i pogodzić z sytuacją, że to ona, silna i niezależna, musi zarobić na ich rodzinę.

3. Żona na utrzymaniu

Ona – bezrobotna specjalistka od marketingu szukająca pracy, on – architekt, właściciel biura projektowego.

Po powrocie z urlopu macierzyńskiego usłyszała od szefa, że w firmie nastąpiła restrukturyzacja, a jej stanowisko zostało zlikwidowane. Na szczęście mąż podtrzymywał ją na duchu i przekonywał o korzyściach tej sytuacji dla rozwoju dziecka. Została w domu wierząc, że z takimi kwalifikacjami na pewno znajdzie pracę bez problemu, niech tylko syn pójdzie do przedszkola.

Szybko okazało się jednak, że bycie żoną na utrzymaniu jest dużo trudniejsze niż jej się początkowo wydawało. Mąż, który zawsze był bardziej oszczędny, wydziela jej kieszonkowe według własnego uznania, kontroluje wszystkie wydatki i rozlicza z każdej złotówki. Ona, sfrustrowana i upokorzona, wysyła masowo CV, bo nie chce dłużej czuć się jak ofiara przemocy ekonomicznej.

Jak widać na podstawie przytoczonych historii, źle zorganizowana codzienność może nie tylko ugasić romantyczną atmosferę, ale wręcz zagrozić nawet silnemu uczuciu. Pocieszające jest jednak to, że wszystkie opisane wyżej pary, nadal są ze sobą i wspólnie próbują odnaleźć swój najlepszy finansowy model. Bo przecież miłość nie jest polem bitwy o wpływy, pokazem niezależności, czy biznesem do zrobienia. W związku nie chodzi o to, by wszystko dzielić po połowie, tylko dawać z siebie to, czego mamy najwięcej. W przypadku niektórych będą to pieniądze, a w przypadku innych troska o domowe ognisko i poświęcony czas.

Na szczęście w moim małżeństwie temat pieniędzy nigdy nie był problemem. Obydwoje mamy do nich podobny stosunek, to znaczy traktujemy je jako pewien środek do realizacji życiowych potrzeb, a nie wartość samą w sobie, czy wyznacznik miary człowieka. W dużej mierze zgoda finansowa, która panuje w naszym domu to efekt pewnego modelu będącego połączeniem wolności i wzajemnej odpowiedzialności w jednym 🙂 Więcej na ten temat piszę w poście pt. „Love and Money”.

Nie jestem psychologiem, ale moim zdaniem kształt modelu finansowego pomiędzy partnerami świadczy o relacji ludzi, a kłótnia o pieniądze ma dużo głębsze dno i jest tak naprawdę sporem o uczucia.

Pytania do Czytelników

  • Jakie rady dałybyście bohaterkom każdej z przytoczonych historii?
  • Jakie macie sposoby na oswojenie tematu finansów w związku?
  • A może chciałybyście przestrzec resztę Czytelniczek przed jakimiś innymi patologicznymi układami finansowymi pomiędzy parą zakochanych?

Zachęcam do dyskusji.

4 thoughts on “Matematyka w związku, czyli 3 najgorsze miłosno-finansowe pułapki

  1. Nie rozumiem podejścia do związków tylko z punktu widzenia miłości.
    Ludzie chcą ze sobą być – bo darzą się uczuciem. Zrozumiałe. Ale ignorowanie faktu, że każdy z nas jest jednocześnie wchodząc w związek, tym bardziej sformalizowany, wchodzi ZAWSZE w układ prawno-finansowy o wymiernych konsekwencjach dla wszystkich stron zakrwawa na kompletną głupotę. Nie rozumiem podejścia żadnej ze stron w tych 3 przypadkach, chociaż mechanizm uzależnienia jednej ze stron ekonomicznie widzę też na co dzień i go rozumiem, to podejścia do sprawy tych ludzi – nie.

    1. Ja z kolei jestem romantyczną idealistką 😛 Wydaje mi się, że jeśli ludzie się naprawdę kochają, to są w stanie porozumieć się w każdym temacie, nawet przy różnicy poglądów. W każdym razie najważniejsza jest szczerość.

  2. Nigdy nie zrozumiem tego, że pieniądze w szczerym związku opartym na partnerstwie mogą być tematem tabu. A Twoje przykłady pokazują, że chyba żyję w idealnym świecie.

    O pieniądzach trzeba rozmawiać. Inaczej, prędzej czy później, coś się zacznie psuć, właśnie przez te niedomówienia.

    1. Dokładnie tak! Niestety od razu nasuwa mi się pytanie, ilu z nas żyje w „szczerym związku opartym na partnerstwie”, a ilu oszukuje się i liczy, że „wszystko się jakoś ułoży”? Ale to już temat na zupełnie inny artykuł…

Dodaj komentarz