Zagadka matematyczna i inne refleksje z okazji Dnia Dziadka

Zagadka matematyczna i inne refleksje z okazji Dnia Dziadka

Lojalnie ostrzegam, że będzie to wpis z serii sentymentalno-wspomnieniowo-osobistych. Jeśli nie macie nastroju na tego typu „smęty”, to lepiej nie czytajcie dalej, zrozumiem, nie obrażę się 🙂 Jeśli jednak zaryzykujecie, to obiecuję, że nie będzie łzawo, ckliwie, ani nostalgicznie, za to wesoło i pozytywnie 🙂

Na początek mała zagadka matematyczna:

Wyobraź sobie, że opasujesz kulę ziemską ciasnym sznurkiem. Następnie do tego sznurka wstawiasz 1 dodatkowy metr. W efekcie w obwodzie powstaje pewien luz, szczelina. Pytanie brzmi: jakie zwierzątko da radę przecisnąć się przez tę szparkę: kot, mysz czy mrówka?

Rozwiązanie jest bardzo proste:

r – promień Ziemi (6 378 km)

x – szukana szerokość szczeliny

Znając podstawy geometrii możemy zapisać następujące równanie:

2 π r + 1 m = 2 π (r+x)

Po kilku prostych przekształceniach otrzymujemy wynik: x = 1m/(2π), czyli niecałe 16 cm. Każdy kot bez problemu przeciśnie się przez taką dziurkę. A  musicie przyznać, że początkowo na pewno intuicja podpowiadała Wam, że musi to być jakaś mikroskopijna szparka, bo czym jest 1 metr w stosunku do długości równika, prawda?

Co ciekawe, okazuje się, że szerokość szczeliny nie zależy zupełnie od długości promienia, co oznacza że dokładnie ten sam wynik otrzymamy, jeśli zamiast kuli ziemskiej opasalibyśmy np. piłkę. Ciekawe, nie sądzicie?

Na podstawie tego krótkiego zadanka, gdy byłam jeszcze w podstawówce, Dziadek nauczył mnie wzoru na obwód okręgu, a kiedy dorosłam, na tym samym przykładzie wytłumaczył mi tajemnicę wiary w Boga i pułapek ludzkiego umysłu. To co nam się wydaje, nie zawsze okazuje się prawdą 🙂

Uwielbiam dyskusje naukowo-filozoficzne z moim Dziadkiem! Matematyka to jego pasja, którą przez całe lata zarażał swoich studentów i oczywiście mnie 🙂 Za jej pomocą wyjaśnia mi otaczający nas świat, zachęca do samodzielnego myślenia, uczy jak żyć. W naszych rozmowach przemyca dyskretnie mądre wskazówki, które ułatwiają mi dorosłe wybory.

Dziadek jest również wspaniałym bajarzem i skarbnicą wielu dowcipnych anegdot. Najbardziej lubię opowieści z jego dzieciństwa i dawne dzieje rodziny. Niektóre z nich spokojnie nadawałyby się na scenariusz filmowy albo książkę.

Na przykład historia mojej praprababki Michaliny, która zakochała się w synu swojego gospodarza, Józefie. Niestety ojciec ukochanego nie zgodził się na ślub ze służącą, w związku z czym zrozpaczona kobieta zgodziła się na wyswatanie jej z zamożnym przedsiębiorcą pochodzenia polskiego mieszkającym w Ameryce. Odważnie wyruszyła w podróż za ocean w poszukiwaniu miłości. Małżeństwo okazało się zgodne i szczęśliwe, jednak Michalina tęskniła za ojczyzną. W końcu udało jej się namówić męża do powrotu. Niestety 3 dni przed wypłynięciem statku mężczyzna zginął w wypadku kolejowym. Młoda wdowa została sama z czwórką małych dzieci i pokaźnym majątkiem. Osiadła w rodzinnych stronach, gdzie, jak się okazało, wierny Józef wciąż na nią czekał (czyż to nie romantyczne?). Zakochani pobrali się jeszcze w tym samym roku. Teść nie miał już tym razem nic do gadania 😉 Niestety Michalina zmarła dość młodo, bo zaledwie w wieku 47 lat. Osierociła w sumie 12-cioro dzieci, w tym mojego pradziadka Antoniego. Niesamowita kobieta!

To właśnie Dziadek uświadomił mi, jak ważna jest znajomość swoich korzeni, podtrzymywanie pamięci o przodkach, szacunek do ziemi, na której się wychowało. Jestem mu wdzięczna za wszystkie te lekcje wartości i przykład, jak żyć, aby móc spojrzeć ludziom prosto w oczy.

Oprócz długich godzin rozmów o polityce, filozofii, religii i nauce, moje najpiękniejsze wspomnienia z Dziadkiem to także wspólne wakacje w Tatrach. To dzięki niemu pokochałam góry i to z nim zdobyłam pierwszy raz Giewont. Dziadek zaraził mnie ciekawością świata, nauczył pływać i jeździć na rowerze. Zawsze miał dla mnie czas i bezgraniczną cierpliwość. Starał się  zrozumieć, kiedy inni krytykowali. Przy nim zawsze czuję się bezpiecznie, uspokajam i od razu poprawia mi się humor.

O dobroczynnym wpływie Dziadka na mnie wiedziała zawsze cała rodzina. Do tego stopnia, że kiedy miałam 7 lat i spadłam w szkole ze schodów, to zamiast do lekarza Mama zawiozła mnie właśnie do Dziadka, pewna że u niego poczuję się lepiej. Niestety, kiedy po kilku godzinach nadal skarżyłam się na bolącą rękę, okazało się, że bez chirurga i gipsu się nie obejdzie, bo… mam złamany obojczyk 🙂

Jestem niesamowitą szczęściarą, bo posiadam najwspanialszego Dziadka na świecie! Mogłabym bez końca wymieniać nasze wspólne przygody i figle. Bez niego moje dzieciństwo nie byłoby tak radosne i beztroskie, a ja nie byłabym tym samym człowiekiem, jakim jestem dzisiaj.

Dziękuję Ci Dziadku!

Pytania do Czytelników

  • Jakie są Wasze najlepsze wspomnienia związane z Dziadkami?
  • Czego się od nich nauczyliście?
  • Jaką rolęodegrali w Waszym życiu?

Podzielcie się ze mną i innymi Czytelnikami swoimi historiami

Dodaj komentarz