Dom czy mieszkanie? Oto jest pytanie…

Dom czy mieszkanie? Oto jest pytanie…

Ostatnio coraz więcej osób, a szczególnie Rodzice, dopytują nas, kiedy w końcu pójdziemy „na swoje?”, czy chcemy kupić mieszkanie?, czy może wybudować dom?, jak on będzie wyglądał?, czego szukamy?.

Przyznam szczerze, że jak do tej pory nigdy nie rozmawialiśmy z Mężem o żadnych konkretach w tej kwestii. Nie dyskutowaliśmy o urządzeniu przyszłej kuchni, nie dekorowaliśmy w myślach wirtualnego salonu, ani nie sprzeczaliśmy się o kolor ewentualnych zasłon w jadalni. Stwierdziliśmy, że nie ma co dzielić skóry na niedźwiedziu i niepotrzebnie się nakręcać.

Decyzję o inwestycji we własny kąt przełożyliśmy na 2018 – do tego czasu mamy plan zaoszczędzenia 50% wkładu własnego, o czym szerzej piszę tu. Dopiero wtedy pozwolimy zwizualizować się naszym marzeniom i puścimy wodze fantazji 🙂

Na szczęście mamy podobny gust estetyczny, oboje lubimy proste, bezpretensjonalne formy, jasne kolory i naturalne materiały, także w kwestii wykończenia powinniśmy być raczej zgodni. Mieliśmy już szansę się o tym przekonać półtora roku temu, kiedy wspólnie remontowaliśmy rodzinne mieszkanie, w którym żyjemy obecnie. Wszystko poszło gładko i bezboleśnie 🙂

Ostatnio, sprowokowani poniekąd pytaniami ciekawskich, wróciliśmy jednak do tematu naszego przyszłego własnego lokum, a konkretniej, w naszych głowach pojawił się dylemat – co wybrać: przytulny domek na przedmieściach, czy wygodne mieszkanie w centrum?

Dla niektórych z Was wybór będzie pewnie oczywisty, dla innych natomiast, w tym nas, okaże się on bardzo trudny. Wszystko zależy od preferencji i oczywiście od możliwości finansowych.

W dzisiejszym wpisie chciałabym podzielić się z Wami moimi prywatnymi dywagacjami nad zaletami i minusami każdej z tych opcji. Przeanalizuję najważniejsze dla mnie argumenty za i przeciw oraz, jak na Pani Money przystało, policzę, co się bardziej opłaca. Zaczynajmy!

Cena

Cena za 1 m² w centrum Warszawy to ok. 10 000 zł. Zatem kupując średniej wielkości mieszkanie (60 m²) musimy zapłacić 600 000 zł. Dodając do tego koszty drobnego remontu i odświeżenia otrzymamy kwotę rzędu 620 000 zł.

Z kolei decydując się na dom o powierzchni 150 m² w miejscowości oddalonej do 30 km od centrum stolicy czeka nas wydatek około 650 000 zł (z uwzględnieniem działki i kosztów wykończenia). Okazuje się zatem, że cena 2,5 razy większego domu z własnym terenem jest zaledwie 5% wyższa od średniej wielkości mieszkania w centrum!

Dojazdy

Główną i podstawową wadą mieszkania na przedmieściach jest dla mnie na dzień dzisiejszy kwestia codziennych dojazdów. Oboje z Mężem pracujemy w centrum i jak na razie nie zapowiada się, aby miało się to zmienić. W efekcie tracilibyśmy na podróż minimum 1 h w każdą stronę, co przy naszych godzinach pracy oznaczałoby, że bylibyśmy w domu dopiero ok. 19:30. Bez sensu!

Do tego doliczyć należy dodatkowe wydatki na paliwo rzędu ok. 300 zł miesięcznie (21 dni roboczych w miesiącu * 50 km w obie strony, spalanie w korkach 7 l/100 km * aktualna cena ropy 4 zł/litr). Aktualnie dojeżdżamy do biura komunikacją miejską, co zajmuje 20 min i kosztuje 196 zł miesięcznie za nas oboje. Jak widać, nie jest to jakaś ogromna różnica, jeśli chodzi o koszty, jednak biorąc pod uwagę czas (strata średnio 2 h dziennie) dojazdy są dla mnie, na obecnym etapie życia, absolutnie nie do przyjęcia.

Eksploatacja

Koszty utrzymania mieszkania to przede wszystkim czynsz, którego wysokość zależy od powierzchni oraz wieku budynku (im starszy, tym wyższa składka na Fundusz Remontowy). Zazwyczaj zawiera się w nim centralne ogrzewanie, odprowadzanie ścieków, zaliczkowa opłata za wodę, wywóz śmieci, utrzymanie części wspólnych (wind, klatek schodowych, itp.) oraz wspomniany Fundusz Remontowy. Pozostałe koszty, oprócz czynszu, to energia elektryczna, telewizja i Internet oraz ewentualnie gaz.

W przypadku domu jednorodzinnego zazwyczaj największy wydatek stanowią ogrzewanie, woda oraz prąd. W zależności od zastosowanej techniki grzewczej, utrzymanie odpowiedniej temperatury może kosztować ok. 4 500 zł rocznie. Równocześnie musimy być przygotowani, że opłaty nie będą rozłożone równomiernie na wszystkie miesiące, czyli w okresie zimowym rachunki będą dużo wyższe niż latem. Dodatkowo z własnej kieszeni musimy opłacać wszelkie ewentualne naprawy i remonty.

Sumując wszystkie koszty okazuje się, że utrzymanie mieszkania i domu jest porównywalne. Jednak, kiedy przeliczymy stawkę na 1 m² okazuje się, że eksploatacja domu jest dużo tańsza.

Przestrzeń

Standardowe domy są z reguły co najmniej 2 razy większe od przeciętnego mieszkania w bloku. Do tego dochodzi zazwyczaj garaż i oczywiście działka, którą możemy dowolnie zagospodarować. Jest to niebywały komfort.

Aktualnie mieszkamy na 38 m², co w moim domu rodzinnym równe jest powierzchni jadalni i salonu 🙂 Marzy mi się dodatkowe miejsce, gdzie mogłabym swobodnie przechowywać odzież i artykuły gospodarstwa domowego bez konieczności upychania wszystkiego kolanem po szafkach. Osobiście bardzo lubię przestronne wnętrza, łatwiej mi się wtedy oddycha i myśli 🙂 Z drugiej strony jednak wydaje mi się, że mniejszy metraż skupia domowników bliżej siebie, co sprzyja rozmowom i wspólnemu spędzaniu czasu. Na dużej powierzchni każdy rozchodzi się do swojego pokoju, przez co trudniej o zebranie wszystkich razem.

Hałas

Obecnie mieszkamy w ścisłym centrum Warszawy, przy ruchliwym placu. Mimo stosunkowo nowych okien (6-letnich), hałas w mieszkaniu jest momentami nie do zniesienia. Z mojej perspektywy jest to w zasadzie jedyny minus mieszkania w śródmieściu, jednak bardzo dotkliwy. W nocy często budzą nas krzyki i muzyka dobiegające z okolicznych klubów, które otwarte są 24 h na dobę, natomiast w ciągu dnia spokój zakłócają odgłosy ulicy – samochody (mieszkamy przy istotnym węźle komunikacyjnym), autobusy (przystanek znajduje się centralnie pod jednym z naszych okien), karetki (nieopodal zlokalizowany jest szpital). Ten ciągły jazgot odbija się negatywnie na moim samopoczuciu i jakości snu – mimo że przesypiam pełne 8-9 godzin, to codziennie budzę się niewyspana. Jestem przekonana, że wynika to właśnie z natężenia hałasu w mieszkaniu. Wtedy tęsknię do ciszy, spokoju i czystego powietrza, jakie gwarantuje domek za miastem.

Nakład pracy

Nie da się ukryć, że dom wymaga dużo więcej pracy, czasu i zaangażowania niż mieszkanie. W grę wchodzą dodatkowe obowiązki takie jak koszenie trawnika, utrzymywanie porządku na z reguły większej powierzchni, odśnieżanie chodnika, drobne usterki i bieżąca konserwacja. Dziura w płocie, cieknący kaloryfer, uszkodzona rynna – zawsze coś się znajdzie. Na szczęście mój Mąż uwielbia takie wyzwania i potrafi naprawić dosłownie wszystko, także na pewno dopilnowałby posesji 🙂

Styl życia

Zgiełk miasta daje niezłego kopa energetycznego, inspiruje i uzależnia. Wokół pełno knajpek, sklepów, wszędzie jest blisko. Kultura i rozrywka są na wyciągnięcie ręki. Znajomi mieszkają w bliższym lub dalszym, ale jednak sąsiedztwie. To wszystko sprawia, że mieszkanie w centrum jest bardzo wciągające i zarazem wygodne.

W przypadku domku na obrzeżach spontaniczne wyjście na piwo do kina nie wchodzi w grę – robi się już z tego grubsza wyprawa. Boję się, że wyprowadzka na przedmieścia odetnie mnie od świata, że coś mnie ominie, że zostanę w tyle. Wiem, że to absurdalne, ale jednak nie potrafię się pozbyć tych obaw.

Pisząc ten post wiele się o sobie dowiedziałam i przekonałam się, że w obecnym momencie mojego życia nie mam jeszcze potrzeby, ani nie jestem gotowa na wyprowadzkę na obrzeża. Docelowo myślę, że tak się kiedyś stanie, jednak raczej w dalszej niż w bliższej perspektywie. Uświadomiłam sobie, że chyba tak naprawdę, życie na peryferiach miasta jest dla mnie symbolem…starzenia się, a ja mam w sobie wielką potrzebę bycia odbieraną jako osoba młoda, mimo że na plecach noszę już czwarty krzyżyk 🙂 Czyżby był to kryzys trzydziestych urodzin? 😉

W każdym bądź razie, na tym etapie optymalnym rozwiązaniem będą dla mnie 3 pokoje (60 – 70 m²) z balkonem i garażem, max 7 km od centrum, w przyjemnej, zielonej okolicy. Gdyby jeszcze takie mieszkanie kosztowało poniżej 500 000 zł byłoby super 🙂


Jeśli ten wpis Ci się spodobał, a wskazówki w nim zawarte uważasz za pomocne i wartościowe, będę Ci bardzo wdzięczna, jeśli wyrazisz to w komentarzu lub polubisz post na Facebooku. A może znasz osoby, które również są zainteresowane podobną tematyką, lub którym ten artykuł może się przydać? Jeśli tak, to proszę podziel się nim w sieci, prześlij go dalej, udostępnij. Dziękuję!!!

Chcesz pozostać na bieżąco ze wszystkimi nowościami?

  • Zostań fanem panimoney.pl na Facebooku
  • Subskrybuj mój profil na Bloglovin
  • Śledź kulisy bloga na Instagramie
  • Zapisz się do newslettera – za każdym razem, kiedy na blogu pojawi się nowy wpis dowiesz się o tym pierwsza 🙂

 

Pytania do Czytelników

  • Jaki jest Wasz wybór – przytulny domek na przedmieściach, czy wygodne mieszkanie w centrum?
  • Co jeszcze należy wziąć pod uwagę podejmując taką decyzję?
  • Jakie inne plusy i minusy posiada każda z tych opcji?

Podzielcie się proszę swoją historią.

19 thoughts on “Dom czy mieszkanie? Oto jest pytanie…

  1. Jak mam porównanie bo mieszkałam i w domu i w mieszkaniu. Plusy mieszkania w domu to cisza, duży ogród (przynajmniej u mnie taki był), na pewno więcej przestrzeni i swobody. Największą przyjemnościa mieszkania w domu był okres wakacji. Wtedy sa praktycznie same plusy. Niestety przychodzi później zima i jest już gorzej. Musisz pamietać o codziennym ogrzewaniu domu. Ogrzewanie gazowe jest drogie a z kupnem węgla i codziennym rozpalaniem nie jest zbyt fajnie. Poza tym odśnieżanie w zimę….I wiele innych. Potem zamieszkałam w bloku w centrum Wwy. Największy minus to było mało miejsca i dużo ludzi starszych na moim osiedlu i hałas. Jednak wygoda jaka przychodzi z okresem zimowym jest nie do opisania. Wybierając – wolę mieszkanie w bloku jednak już nie w samym centrum i większe. Niebawem przeprowadzam sie na nowe osiedle wybudowane przez dewelopera konstans na Białołęce i szczerze nie mogę się doczekać. Dla mnie MIESZKANIE nie dom.

    1. To fakt, przy domu zawsze jest coś do zrobienia, a ja jestem raczej z gatunku tych leniwych, więc również doceniam wygodę mieszkania w bloku 🙂
      Życzę powodzenia z przeprowadzką! 🙂

  2. Można też wybrać dom w cenie mieszkania, nieduży ale z ogródkiem o którym większość z nas marzy. Villa Campina takie oferuje, można się także załapać na zakup z dopłatą jeśli się zdąży przed zakończeniem programu.

  3. Ja się zupełnie nie mogę zdecydować. Tym bardziej, że w mniejszym mieście (w którym mieszkam) różnica między „centrum” a „obrzeżami” nie jest już taka drastyczna 🙂 [Chociaż za dom trzeba trochę więcej zapłacić]. Z jednej strony teraz mam wszędzie abstrakcyjnie blisko, mieszkamy w pobliżu 3 parków, ale latem brakowało swojego ogródka, gdzie można by pohasać z Juniorem 🙂 No i akurat w naszym wypadku nie ma szans na żadne spontaniczne wieczorne wypady, bo zawsze trzeba ogarnąć opiekę do Malucha 🙂
    Dobrze, że póki co nie musimy się nad tym zastanawiać. Na razie mieszkamy w mieszkaniu (użyczonym przez rodzinę) i chyba jeszcze tu zostaniemy jakiś czas 🙂

    Trzymam kciuki za Wasz ambitny plan! 50% wkłady własnego! Super!

    1. Dziękuję! My również na chwilę obecną korzystamy z gościnności rodziny – tylko dzięki temu plan ma szansę się zrealizować 🙂

  4. Dom! Stanowczo! Oboje z nazeczonym wychowalismy sie w domach jednorodzinnych, na obrzezach Krakowa. Wiec jestesmy przyzwyczajeni do codziennych dojazdow, dawniej do szkoly/na uczelnie a teraz do pracy. Oboje rowniez nie wyobrazamy sobie mieszkania w bloku nawet jesli skrociloby to nasz dojazd do i z Krakowa. Wolimy spokoj i dbanie sami o wszystkie rzeczy dookola domu. Pozatym ta swoboda i jak na moje subiektywne oko to pelna niezaleznosc. Pozatym jakos mieszkanie zawsze mi sie kojarzylo z ciasnota, jakkolwiek duze by ono nie bylo 🙁

    1. Ja również dorastałam na przedmieściach i musiałam dojeżdżać do szkoły 2 autobusami, co trwało ok. 45 min w jedną stronę. Dodatkowo najbliższy przystanek oddalony był jakieś 12 minut piechotą od domu.
      Faktycznie, po jakimś czasie człowiek się przyzwyczaja, ale pamiętam, że jednym z moich największych marzeń z tamtych lat było, żeby zarząd miasta uruchomił dodatkową linię, która dowiozłaby mnie bezpośrednio do szkoły i postawił przystanek pod moim oknem 🙂
      Notabene, teraz mając przystanek pod oknem narzekam na hałas, także i tak źle i tak niedobrze 😉

  5. Ja mieszkam w dzielnicy sąsiadującej z centrum. Gdyby nie fakt, że mieszkam na pierwszym pietrze, to byłoby super. Niestety smrody z ulicy i z komina sąsiedniej kamienicy powodują we mnie flustracje, bo nie moge otwierać okien i wciaż mi duszno:( Przeżywam dylematy dokładnie jak autorka bloga i chyba zdecyduje sie na nowoczesne osiedle w sypialnianej dzielnicy…

  6. Ja nawet nie muszę analizować- dom, dom, dom!
    Wychowałam się w domu, blisko lasu. Jasne, że nie miałam kina i galerii handlowej na wyciągnięcie ręki, ale nigdy mi tego nie brakowało (inna sprawa, że też czasy były inne i galerię zastępował rynek z kilkoma sklepami w sąsiednim dużym mieście). Na studiach wybyłam do mieszkania studenckiego, w studenckim mieście, wyszumiałam się za wszystkie czasy i…. wyszłam za mąż 😉 A to już wiązało się z kupnem mieszkania w bloku, 38m2. Na początki małżeństwa super. Pierwsi w „ekipie” byliśmy na swoim, więc prowadziliśmy tzw. dom otwarty. Gdy na świat przyszedł syn, ten metraż zaczął mnie dobijać. Kupiliśmy 54m2 z trzema pokojami. Lepiej. Również wszędzie blisko.

    Ale marzeniem pozostaje dom. Na szczęście nie tylko moim, ale również mojego męża. Wolę zamienić centrum miasta na ogród i grilla ze znajomymi. Spotkania z nimi chętnie zakończę zaoferowaniem noclegu- nie muszę wcale wychodzić do knajpy. Marzę o czytaniu książki na tarasie, piciu kawy na trawie, posiadaniu miejsca do parkowania zawsze i o każdej godzinie, przestrzeni do życia i wielkiej garderobie 😉 I o psie. W bloku sobie nie wyobrażam. Mam nadzieję, że za około pięć lat będę mogła powiedzieć, że wreszcie żyję jak chcę. Taki przynajmniej mamy plan 🙂

    1. Fajnie, że wiecie czego chcecie i że zgadzacie się w tym temacie 🙂 Trzymam zatem kciuki za jak najszybszą realizację marzenia! 🙂

  7. Jeśli chodzi o dojazdy z przedmieść, to nie doświadczyłaś najwyraźniej ich zbytnio, skoro wymieniłaś tylko to.
    Podpowiem: z przedmieść wszędzie jest daleko. Ogromna zależność od samochodów 2 szt, wszędzie daleko, na miejscu potrzebne produkty często droższe lub niedostępne. Im nowsze osiedle, tym gorzej.
    Miałam ostatnio tą wątpliwą przyjemność, mieszkać miesiąc w dzielnicy „sypialnianej”. Dla przyzwyczajonej mieć wszędzie blisko, z możliwością przesiadki do komunikacji miejskiej, jeśli nie dojadę samochodem, osoby nagle stałam się stojącą wiecznie w korkach…

  8. Zdecydowanie zgadzam się z Tobą co do wyboru mieszkania 🙂 Ja mieszkałam zawsze blisko centrum, w mieście i przez to czułam „życie” wychodząc tylko przed sam blok. Obecnie tymczasowo mieszkam w małym miasteczku, w dodatku na jego obrzeżach. Strasznie brakuje mi tej spontaniczności i bliskości, gdzie sklepy, fryzjera, pocztę, restauracje i wszystko inne mogłam mieć w zasięgu kilku kroków lub krótkiego spaceru. Teraz wszędzie muszę dojechać autem, nawet po przysłowiowy chleb. Żeby z dzieckiem iść na placyk muszę jechać samochodem – w Polsce miałam jeden przed blokiem, drugi kilka uliczek dalej. Dużo osób mi się dziwi, że mi tego brakuje 🙂 W końcu tu mam ciszę, spokój, naturę, widoki…”Sielanka”, której jeśli nie lubisz na co dzień, bo nie jesteś spokojnym domatorem – nic Ci po niej. Na szczęście u mnie to jest stan przejściowy, na stałe w życiu bym się nie zdecydowała, nawet kosztem metrażu.

    1. To prawda. Nie wszyscy potrafią odnaleźć się w sielskim klimacie 🙂 Mnie najbardziej przeraża wizja, że mąż jest całymi dniami w pracy, a ja siedzę sama w domu z małymi dziećmi i tęsknię za ludźmi

  9. 🙂 Ciekawy temat.
    Z mojej perspektywy to wygląda tak: wychowałam się w domku, mieszkałam kilkanaście miesięcy w mieszkaniu po czym wróciłam do domku. Jeszcze kilka lat w domu a potem do bloku 😉
    Już pisze dlaczego – dom jest dobrym rozwiązaniem gdy jest nowy albo świeżo po remoncie, dom jest rewelacyjny na lato, szczególnie na przedmieściach gdzie cisza i spokój ale w domu sami musimy zadbać o to by wszystko w nim działało i wewnątrz i na zewnątrz i jeszcze jedna rzecz o której mało osób myśli – dom nie jest dobrym rozwiązaniem dla osób starszych.

    1. Hej Alufka! Ja również większą część życia mieszkałam w domu z rodzicami i pamiętam, że ciągle trzeba było coś naprawiać, remontować, wymieniać. Nie mówiąc już o tej powierzchni do posprzątania 😉

Dodaj komentarz