Misseling

Misseling

W poprzednim wpisie na temat produktów oszczędnościowych obiecałam opowiedzieć Wam moje negatywne doświadczenia związane z pewną polisolokatą. Trochę wstyd mi o tym pisać, bo dużą winę w całej tej sytuacji poniosłam ja, ale chciałabym aby ta historia była przestrogą dla innych.

W marcu 2012 roku umówiłam się na spotkanie z doradcą finansowym w placówce jednego z banków. Chciałam ulokować 6000 zł i pan w oddziale miał mi pomóc wybrać najlepszy produkt. Przedstawiłam mu swoje oczekiwania: bezpieczeństwo, okres max 5 lat, pewny zysk. Doradca zaproponował „nowoczesny, promocyjnyprodukt oszczędnościowo-ubezpieczeniowy, na którym mogę zarobić nawet kilkanaście procent w skali roku. Wystarczy, że do końca trwania umowy będę przelewać co miesiąc na dedykowany rachunek zadeklarowaną kwotę 500 zł. Fundusz natomiast będzie powiększać wartość moich aktywów inwestując je w obligacje korporacyjne.

Zwiedziona obietnicami zdecydowałam się i wpłaciłam 6000 zł na polisolokatę, jako transza za pierwszy rok (500 zł x 12). Spokojna i zadowolona wróciłam do domu. Wszystkie dokumenty miałam otrzymać pocztą.

Przez kolejny rok nie myślałam zupełnie o moim kapitale. W marcu 2013 przyszedł termin, kiedy miałam zacząć przelewać składki. Wpłacałam je regularnie przez następne 12 miesięcy. Na początku 2014 roku otrzymałam pismo, że moje jednostki uczestnictwa zostały zwaloryzowane i od teraz moja składka wzrasta do 530 zł. Trochę mnie to zaniepokoiło. Nagle zorientowałam się, że nie dostałam żadnych oficjalnych dokumentów ze szczegółowymi warunkami! Skontaktowałam się czym prędzej z obsługą klienta prosząc o umowę oraz dostęp do serwisu, w którym mogłabym sprawdzić stan moich środków.

Po zalogowaniu do systemu oniemiałam – ubezpieczyciel potrącał mi co miesiąc aż 4 rodzaje opłat: administracyjną, operacyjną, za zarządzanie i za ryzyko w łącznej wysokości prawie 40 zł! Dodatkowo, analiza mojego salda wykazała, że jego wartość systematycznie maleje, przy czym nie udało mi się znaleźć jasnej informacji w jaki sposób skalkulowany jest indeks, wg którego wyceniany jest fundusz. Jakby tego było mało, z dokumentów, które w końcu otrzymałam na skrzynkę mailową wynikało, że polisa zawarta została nie na 5 ale na 20 lat! Gdybym natomiast chciała z niej zrezygnować, to muszę uregulować opłatę likwidacyjną, która dla 3-ciego roku wynosi 80% wartości kapitału!

Wściekła przede wszystkim na siebie nie mogłam uwierzyć, że dałam się tak łatwo nabrać. Jak mogłam podpisać warunki, których wcześniej nie przeczytałam?!?! Dlaczego ślepo zaufałam doradcy?!?! Zostałam ewidentnie wprowadzona w błąd w momencie sprzedaży, mimo że wyraźnie zaznaczałam, że interesuje mnie produkt bezpieczny i krótkoterminowy. Niestety nie miałam jak tego udowodnić 🙁

Opowiedziałam całą tę sytuację koleżance z pracy. Jej mąż był członkiem zarządu jednego z towarzystw ubezpieczeniowych i obiecał pomóc. Doradził mi, żebym złożyła reklamację dotyczącą praktyk misselling. Gdyby to nie pomogło, w kolejnym kroku miałabym odwoływać się podając przykłady abuzywnych, czyli niedozwolonych, zapisów w umowie, a w ostateczności złożyć wniosek w sądzie.

Nie przestraszyłam się formalności, tylko czym prędzej sformułowałam pismo reklamacyjne. Opisałam w nim swoje zastrzeżenia dotyczące sprzedaży:

  • zafałszowanie faktycznego okresu umowy,
  • zatajenie ryzyka związanego z produktem,
  • nieprzedstawienie OWU,
  • niepoinformowanie o opłatach oraz barierach wyjścia

i domagałam się zwrotu całości wpłaconych przeze mnie składek, tj. 15 362 zł. Dokument przygotowałam w dwóch egzemplarzach – jeden wysłałam do ubezpieczyciela, drugi do Rzecznika Praw Ubezpieczonych. Wzór mojego pisma znajdziecie w załączniku Reklamacja Polisy, obyście jednak nigdy nie musieli z niego korzystać 🙂

Ku mojemu zaskoczeniu udało się za pierwszym razem! W ciągu kolejnych kilku dni dostałam odpowiedź z informacją, iż moja reklamacja została rozpatrzona pozytywnie 🙂 Na szczęście wszystko skończyło się dobrze, ale ja na pewno nigdy nie zapomnę tej nauczki.

Wasze doświadczenia

  • Czy Wam też zdarzyło się kiedyś wpaść w pułapkę praktyk misselling?
  • Jak sobie poradziliście? Udało Wam się odzyskać pieniądze?
  • Jak postępować z bankami aby nie dać się zwieść podstępnym zapisom?

Zachęcam do dyskusji i komentowania.

3 thoughts on “Misseling

  1. Świetny wpis! Cieszę się, że cała sytuacja zakończyła się w miarę pozytywnie:) Czytając artykuł od razu skojarzyłem swoją ostatnią przygodę z podpisywaniem umowy kredytowej. Cała sytuacja była o tyle ciekawa, że była to standardowa umowa MDM oraz duży bank – pkobp. Proces podpisywania umowy kredytowej trwał łącznie około 1,5 tygodnia. Na pierwszej umówionej wizycie przedstawiono mi umowę oraz załączniki do podpisu. Wychodząc z założenia, że:
    – jest to standardowe postępowanie,
    – jest to program rządowy,
    – tysiące osób podpisuje te same dokumenty każdego dnia,
    – jest to bank z zaufaniem społecznym,
    stwierdziłem, że „przelecę jedynie pobieżnie wzrokiem” te dokumenty.

    Na całe szczęście zwróciło moją uwagę to, co najistotniejsze – oprocentowanie. Już na tym etapie pojawił się błąd. Natychmiast zmieniłem swoje podejście i zacząłem skrupulatnie czytać umowę. Znalazłem mnóstwo błędów. Potwierdzeniem tego niech będzie fakt, że doradca przełożył podpisanie umowy na kolejny dzień, twierdząc, że nie jest w stanie wprowadzić tego dnia wszystkich zmian!
    Kolejnego dnia otrzymałem informację, że analityk finansowy nie wprowadził jeszcze zmian. Następnego po kolejnym również;) Cała operacja poprawiania umowy kredytowej trwała półtora tygodnia! Co ciekawe, dowiedziałem się również, że umowy MDM są w formacie *.doc i ręcznie trzeba wprowadzać wszystkie poprawki i wyliczenia zgodne z formularzem warunków kredytowych. W przypadku innych umów dane są „zasysane” z formularza:)

    Cała sytuacja pokazuje, że niezależnie od wielkości instytucji, popularności, ZAWSZE należy dokładnie wszystko przeczytać i przeanalizować podpisywane dokumenty. Spotkałem się z opinią, że „głupio” tak o wszystko dopytywać, roztrząsać. Przecież zajmujemy czas osobie, która mogłaby w tym czasie podpisać inną umowę. Moim skromnym zdaniem dopytywanie o jakąkolwiek kwestię nie jest wyrazem głupoty, niewiedzy. Nie miejmy świadomości, że zabieramy doradcy czas analizując wszystko nader dokładnie, bo to po prostu element jego pracy;)

    1. Dokładnie! Przecież umowa kredytowa to zobowiązanie na dłuuugie lata! Teraz już wiem, że jeśli czegoś nie rozumiemy, to koniecznie należy o to dopytać, wyjaśnić. Swoją umowę kredytową, kiedy będę już taką podpisywać, najchętniej przeanalizowałabym z jakimś zaufanym prawnikiem, żeby później móc spać spokojnie 🙂

Dodaj komentarz